__________________________________
Krytyczny okres. Krytyczne wybory.
Victor Dawid Hanson miał rację: w Iraku przesilenie nastąpi lada moment. I nie tylko w Iraku, ale w całym regionie - w Syrii, w Sudanie, który masowych zbrodni dopuszcza się w Darfurze, w Iranie z jego reaktorami atomowymi niemalże już gotowymi do użycia. Również w Arabii Saudyjskiej i Palestynie.
Wrogie siły - włąsczając w to Abu Musaba al-Zarkawiego, wywiady Jordanii czy Iranu- postrzegają datę 2 listopada równie złowieszczo co John Kerry. Chcą aby coś w rodzaju Ofensywy Tet nastąpiło właśnie przed 2 listopada, niosąc za sobą rzeki amerykańskiej krwi i wstrząs porównywalny z madryckim. Ale jeszcze ważniejsze miejsce w ich kalendarzu zajmuje koniec stycznia. Muszą zablokować wybory w Iraku. Coś dramatycznego musi się zdarzyć przed tą datą.
Nie myślcie, że my, Amerykanie, nie potrafimy korzystać z kalendarza . Nie myślcie, że siedzimy gnuśnie z naszych bazach w Iraku, nosząc małe znaczki z napisem "Uderz mnie!". Nasi chłopcy uczestniczą teraz w serii małych ofensyw, które będą się zwielokrotniać w ciągu nadchodzących 45 dni. Zwróćcie uwagę na miasta na południe od "sunnickiego trójkąta", miasta strzegące dróg, którymi płyną świeże posiłki dla terrorystów w Faludży i Ramadi. Trzy z nich albo już wpadły w amerykańskie ręce w ciągu paru ostatnich tygodni, albo pozostałe wkrótce spotka je ten los.
Spójrzcie na Nadżaf. W tym mieście kupców, zmęczonym kompletnie bezsensownym przelewem krwi, wkraczające powtórnie wojska amerykańskie i formacje irackie zostały powitane przez dzieci, trzymające kciuki w górze i nieustannie powtarzające te kilka znanych im angielskich słów: "I love you". Mieszkańcy Nadżafu sami wyrzucili łajdaków Sadra. Mieszkańcy Nadżafu mieli dosyć walk. Nienawidzili religijnych "sądów" stworzonych przez terrorystów, w których oskarżeni często po prostu znikali na zawsze. Mieli dosyć terroru ekstremistów. Amerykanie nie musieli wywalczać sobie drogi do miasta, błagano ich o powrót, gotując im gorące i radosne powitanie.
Już na miesiące przed rozpoczęciem obecnej wojny Saddam i cudzoziemscy (jak teraz wiemy) terroryści opracowywali plany wojny partyzanckiej. Gdy inwazja się rozpoczęła sprawy potoczyły się dla nich szczęśliwiej niż mogli przypuszczać, gdyż turecka odmowa zgody na wkroczenie Czwartej Dywizji Piechoty z północy w celu opanowania "sunnickiego trójkąta", pozostawiła bazy planowanej wojny partyzanckiej - Faludżę, Nadżaf, Ramadi, Samarrę, Tikrit nieopanowane, nieukarane i w dużym stopniu nawet nie przeszukane. Te miasta są teraz ośrodkami wytwarzania bomb, szkolenia, planowania i wysyłania grup realizujących ataki na z góry określone cele strategiczne.
Zwróćcie uwagę na taktykę amerykańskich wojsk, próbujących odciąć te miasta od siebie - lub przynajmniej podzielić je na dwie strefy - a później zajmujących je jedno po drugim.
Dziwne, że amerykańscy dziennikarze nie opisując tej wojny od strony amerykańskich dowódców i jednostek frontowych, które dowodzą teraz swoich możliwości i odnoszą codziennie sukcesy.
Czytanie blogów naszych chłopców w większym stopniu zaspokaja intelektualną ciekawość niż wpatrywanie się (lub wsłuchiwanie) w suche komentarze dziennikarzy. W porównaniu z autorami żołnierskich pamiętników, amerykańscy dziennikarze wydają się być zgrają amatorów; w porównaniu z zawodowymi wojskowymi są (bez względu na wiek) jak niezdyscyplinowane dzieciaki z koledżu. Jeśli porównuje się profesjonalizm tych dwóch zawodów, tzn. żołnierzy i dziennikarzy, dziennikarstwo naprawdę wygląda kiepsko i to nie tylko z powodu Dana Rathera [dziennikarz CBS, znany z propagowania fałszywych materiałów, mających skompromitować prezydenta Busha- moja uwaga, M.G.].
Wracając do głównego przedmiotu naszych rozważań: oczekujcie dużych walk w Iraku w ciągu następnych sześciu tygodni. Decydujące dni wojny z terrorystami nadchodzą. Kiedy zostaną oni pokonani tutaj i uznani przez świat za przegranych, wtedy partia Baas w Syrii, jak tez tyrani w Teheranie znajdą się w centrum zainteresowania USA, czując równocześnie dążenie do wolności ze strony swoich własnych obywateli. Połowę ich populacji stanowią młodzi ludzie poniżej 25 lat, żądni tych możliwości, którymi w odróżnieniu od nich, cieszy się reszta świata.
Nasza własna Partia Demokratyczna, kiedyś stronnictwo demokracji i praw człowieka, straciła swoje zrozumienie dla sprawy wolności za granicą, wśród najbardziej prześladowanych i tłamszonych ludzi. Jeśli wierzyć sondażom, mniej niż połowa jej członków rozumie o co chodzi w sprawie wojny w Iraku. Ale wielu mimo wszystko zdaje sobie sprawę z powagi stawki. To oni cieszą się z ofensywy naszych żołnierzy, to oni będą głosować za Bushem, ku ogromnemu zdumieniu tych, którzy nie rozumieją wciaż jak bardzo zmienił się świat po 11 września. Stawką jest wolność. I powszechna odraza spotkała terrorystów gotowych zabić rozmyślnie setki dzieci w odległym kaukaskim miasteczku w równym stopniu w krajach islamskich co zachodnich. Nienawiść spada na zabójców niewinnych cywilów i podżegaczy do bezsensownego terroru, którzy nie mają światu nic do zaoferowania poza radykalnymi, bełkotliwymi sloganami.
___________________________________
tłumaczenie własne KoLibra
tekst angielski: www.michaelnovak.net
|