KoLiber.net - Strona Wolnościowa - konserwatyzm, liberalizm, libertarianizm, wolność - Stowarzyszenie Poznań
   
 
KoLiber.net
  10 września 2010
 
M jak Menu
KoLiber.net
[login][rejestracja]   <<<   A-Z str:2 [ < ] [ > ]
    Historia: Kłamstwo, Prawda a Wojna Secesyjna w USA varia
21.07.2002
Łukasz Szmit:

Dixie.mid
Dixie2.mid
BlueFlag.mid
GloryGlory.mid
Alabama.mid
ForVirginia.wav
Click to play video [IE only]
otwórz [262kB]
Virginians! Virginians! For yuor lands! For your homes! For your sweethearts! For your wives! For Virginia! Forward! Forward! March!

LEWICA W AKCJI

Nie od dziś wiadomo, że pewne środowiska hołdują swoistej ideologii zwanej polityczną poprawnością. Oczywiście są to środowiska ceniące sobie autorytety pokroju Marksa i Engelsa lub zreformowanych dziedziców ich idei, choć nie tylko. Chyba nikomu z czytających nie trzeba przybliżać na czym polega polit.- poprawność i z czym się wiąże. Ideologowie tego dziwnego tworu oprócz budowy zupełnie nowego 'języka', bardzo często zajmują się poprawianiem historii, o której w wielu przypadkach nie mają zielonego pojęcia.

Ojczyzną politycznej poprawności są niestety Stany Zjednoczone - kraj powszechnie uważany za bardzo wolnościowy. Historia tego kraju obfituje w ciekawe wydarzenia, które często nie układają się po myśli 'politycznych poprawniśiów', postanowili oni zatem je poprawić po swojej myśli. Co wywołuje największą furię postępowych poprawiaczy? Na pewno podbój Dzikiego Zachodu, wolnościowo-chrześcijańska geneza powstania tego kraju, ale przede wszystkim istnienie pewnej unikatowej społeczności, kultywującej swoją odrębność, zamieszkującej Południe USA. Środowiska lewicowe z furią atakują wszelkie przejawy działalności tej społeczności. Dlaczego? Sprawa się wyjaśni kiedy spojrzymy na tę działalność. Różne ruchy i organizacje południowe (Liga Południowa, Synowie Konfederacji i wiele innych) zajmują się 'odrażającymi rzeczami'. Domagają się większych praw dla stanów i decentralizacji, sprzeciwiają się tzw. aborcji, bronią wolnego rynku oraz prawa do noszenia i posiadania broni przed zakusami polityków z Waszyngtonu, są zwolennikami kary śmierci i surowej polityki karnej. Często też współpracują z różnymi 'oszołomami' typu libertarian, a całe Południe jest twierdzą Republikanów i tzw. dixiekratów -konserwatywnego odłamu Demokratów. O południowcach mówi się, że to ludzie szaleni, ceniący wolność i cholernie religijni. Czy można sobie wyobrazić większą 'potworność'?

'w obecnym klimacie akademickim mówienie pozytywnie o jakimkolwiek fragmencie tradycji Południa powoduje zarzut bycia rasistą i apolegotą niewolnictwa'

Dlatego też spece od polit - poprawności przypuszczają frontalny, brutalny atak na każdy przejaw kultywowania tradycji Południa, a szczególnie Skonfederowanych Stanów Ameryki demokratycznego, chrześcijańskiego państwa właścicieli niewolników, które przez cały czas swojego istnienia toczyło krwawą wojnę o prawo do niego. Zwalczają flagę Konfederacji do dziś bardzo popularną na Południu, a każdy przejaw kultywowania tradycji Południa wiąże się z falą oskarżeń o rasizm i pochwałę niewolnictwa. No właśnie niewolnictwo, to tu jest pies pogrzebany. Jak to naprawdę było z wojną secesyjną, Konfederacją i niewolnictwem? Sprawa ta jest bardzo złożona, oczywiście nie dla lewicowych 'yntelektualistów'. Jaka jest zatem jedyna słuszna wersja tej karty dziejów USA? Otóż taka: Południe nie mogło przetrwać ze względu na rozdzierającą je walkę sławetnej triady: klas, ras i płci. Konfederacja upadła, ponieważ uboga ludność nie czuła więzi ze swoim państwem i narodem; plantatorów gnębiły wyrzuty sumienia z powodu niewolnictwa; nierównouprawnione kobiety alienowały się od wojowniczych mężczyzn; w patriarchalnych rodzinach panowała przemoc... Wprawdzie Unia z tych powodów nie upadła, ale pomijając militarny aspekt uczeni nie kłopoczą się tym. Historyk Gary W. Gallagher, który nazywa obowiązującą wersję 'politycznie poprawną fantasy', zyskał sobie miano kontrowersyjnego. Współbrzmi z nim głos historyka Eugene'a V. Genovese'a, iż 'w obecnym klimacie akademickim mówienie pozytywnie o jakimkolwiek fragmencie tradycji Południa powoduje zarzut bycia rasistą i apolegotą niewolnictwa.' No i tyle jeśli chodzi o kłopoty południowców z lewicą i polit.-poprawnymi 'intelektualistami', a teraz jako że mam zaszczyt pisać dla ludzi myślących - jak naprawdę wyglądało niewolnictwo, co leżało u przyczyn wojny i jaki to wszystko miało przebieg.

GENEZA I ROZWÓJ KONFIKTU

Prezydent Unii Abraham Lincoln
Prezydent Konfederacji J. Davis

Na początek dla mniej obeznanych z historią czytelników króciutko o historii konfliktu i o niewolnictwie. Jego genezy należy doszukiwać się u zarania państwowości amerykańskiej. Początkowo niewolnictwo było dozwolone we wszystkich koloniach angielskich i francuskich (późniejsza Luizjana), ale ze względów praktycznych rozwinęło się głównie na rolniczym Południu. Już w czasie wojny o niepodległość zarysowały się poważne różnice między oboma regionami. Północ zajęła postawę radykalną i chciała za wszelką cenę zerwać związki z metropolią, Południe było bardziej zachowawcze, a duża część jego ludności zajęła postawę lojalistyczną. Krótko po ogłoszeniu niepodległości kolejne stany Północy znosiły niewolnictwo, które utrzymało się na Południu kraju. Konflikt między oboma krainami narastał przez cały czas od ogłoszenia niepodległości do wojny secesyjnej. Punktami zapalnymi były: kwestia czy nowe stany mają być niewolnicze czy też wolne, kierunek rozwoju kraju (Południe ciążyło ku Pd-Zach.i Meksykowi), cła: południowcy sprzeciwiali się wszelkim cłom, stanowczo za cłami byli przemysłowcy z Północy. Powoli zaczął się kształtować naród Południa z coraz silniejszym poczuciem odrębności kulturowej a nawet językowej. Konfliktom miały zaradzić kompromisy w sprawie niewolnictwa z 1820 i 1850 roku. Oczywiście żadna ze stron nie była usatysfakcjonowana. Poważne przesilenie nastąpiło w latach 30 XIX wieku, na tle ustaw celnych. Południowcy odmówili stosowania niesłusznych ich zdaniem ustaw celnych i zaprzysięgali urzędników na wierność stanowi a nie Unii. Karolina Pd. zagroziła secesją, konflikt jednak zażegnała demonstracja siły armii Unii.

W 1831 r. szalony niewolnik - wizjoner Nat Turner, zwany Prorokiem uznał zaćmienie słońca za sygnał od Boga do podjęcia działań, do których od dawna zachęcały go słyszane na polu głosy. W nocy Turner z kilkoma towarzyszami zamordowali plantatora i jego rodzinę, a potem z grupą murzynów ruszyli na rajd. Do dnia zginęło 55 białych, w tym 14 kobiet i 31 dzieci. Na drugi dzień grupa została rozbita i nastąpiły represje. Uczestnicy byli rozstrzeliwani i wieszani, a Turner stracony po procesie. Rozwiązano 103 istniejące do tej pory na Południu stowarzyszenia emancypacyjne. Abolicjoniści mając dość działalności propagandowej, zaczęli energiczniej działać pod koniec lat 50. Na tle nowego sporu o charakter świeżo przyłączonych stanów (stany same decydowały czy dopuszczają niewolnictwo czy nie) Kansas i Nebraski. Abolicjoniści pod wodzą Johna Browna zaatakowali osadników z Południa w Kansas, zaczęły się kilkuletnie walki. Walki cechowała duża brutalność.

Ogromny, bezprecedensowy wzrost gospodarczy USA w XIX wieku, nie mógł się obejść bez konfliktów. Rolnicze Południe uważało się za pokrzywdzone przez 'zjadających' dużą część ich zysków pośredników z Północy. Wrogość jaką zwłaszcza drobni plantatorzy i farmerzy żywili wobec pośredników, którzy obciążali ich odsetkami gdy popadli w długi, co się często zdarzało ('finansowo jesteśmy większymi niewolnikami niż nasi murzyni'), przenosiła się na całą Północ, która jak uważano tuczyła się krzywdą Południa. Co było widoczne, rząd federalny upośledzał Południe swoimi uchwałami. Przykładem była protekcjonistyczna taryfa celna, która miała chronić przemysł Północy przed głównie brytyjską konkurencją, ale jej skutkiem było obciążenie Południa wyższymi cenami wszystkich towarów przemysłowych - importowanych i krajowych. Rząd federalny faworyzował Północ przez subsydiowanie rybołóstwa, monopole żeglugowe, zwolnienia od ceł, publiczne inwestycje - kanały, porty, koleje. Dzięki takiej polityce Północ mogła kontrolować finanse Południa, powstrzymywać rozwój i utrwalać zacofanie, twierdzili południowcy. Oczywiście różnice w rozwoju obu regionów wynikały w znacznej mierze z odmiennych systemów gospodarczych kapitalizmu na Północy i niewolnictwa przemieszanego z kapitalizmem na Południu. Na Północy już dawno odrzucono niewolnictwo jako nieefektywne i niemoralne.

Tymczasem konflikt na tle Kansas narastał. W Kongresie dochodziło do ostrych wystąpień przedstawicieli obu stron. Po ostrym przemówieniu senatora Karola Sumnera z Północy, senator z Karoliny Południowej Preston Brooks pobił go laską w sali obrad . Sumner doznał wstrząsu mózgu i uszkodzenia kręgosłupa. Opinia publiczna Stanów Zjednoczonych nie była jednolita w ocenie tego wydarzenia o ile w stanach północnych panowało oburzenie , o tyle na południu kraju zapanował entuzjazm. Brooks, który w wyniku zdarzenia złamał laskę, otrzymał w prezencie wiele nowych. Jedna z nich nosiła napis 'Wlej mu znowu'. Niech nasi przedstawiciele w Kongresie - pisała gazeta z Alabamy - używają bykowca i kija częściej a nasze południowe instytucje będą wkrótce szanowane.

Gdy abolicjoniści walczący z południowcami w Kansas usłyszeli o pobicu Sumnera, dostali szału. Wyciągnęli nocą z chat pięciu osadników z Południa i zarąbali ich saperskimi tasakami. Walki w Kansas rozgorzały z nową siłą, pociągając do 1856 r. 200 ofiar. 17 października 1859 r. Jak błyskawica rozeszła się wieść - abolicjoniści pod wodzą Browna zajęli arsenał i fabrykę karabinów w Harpers Ferry w stanie Wirginia, chcąc rozpocząć to co w Południowcach budziło największą grozę - bunt niewolników. Plan Browna nie powiódł się. Niewolnicy, których miał zamiar uzbroić w piki i wypuścić na plantatorów nawet się o niczym nie dowiedzieli. Nie pomogły Brownowi zdobyte na plantacji Jerzego Waszyngtona (który też był właścicielem niewolników) relikwie - pistolet i szpada Waszyngtona . Milicja z Wirginii rozbiła grupę Browna. John Brown został osądzony i stracony 2 grudnia 1859 r.

Północ okryła się żałobą. Rozdzwoniły się dzwony w kościołach, huczały salwy armatnie. Autorytety moralne oszalały na punkcie rębajły z Kansas. Eseista Henryk D. Thoreau nazwał go 'aniołem światłości'. Uczynił szubienicę tak chwalebną jak krzyż - pisał Emerson. Manifestacje te były szokiem dla Południa, okazując dobitnie jak głęboko w świadomości części narodu zakorzeniły się idee antyniewolnicze, które uważano za antypołudniowe. Ujawnienie powiązań Browna z 'tajną szóstką' magnatów i przemysłowców z Nowego Jorku, która sfinansowała rajd na Harpers Ferry oraz skojarzenie, że wystąpienie Nata Turnera miało miejsce, wkrótce po kampanii propagandowej Garrisona, zaskutkowało wzrostem poczucia zagrożenia na Południu. Wzrost niechęci do Północy powiększał się tym bardziej, że niemal każdy południowiec miał z Północą jakieś porachunki, niemal wszyscy czuli się przez nią wyzyskiwani, upośledzani, ośmieszani i lekceważeni.

Po tych wydarzeniach obie strony zdały sobie sprawę jak bardzo się różnią. Dotychczas oprócz radykałów nikt nie dostrzegał, iż dwie społeczności zamieszkujące to samo państwo różnią się w takim stopniu. I tak, jak we własnych oczach społeczeństwo Północy było postępowe, światłe i nowoczesne, tak Południe przeciwstawiało mu swój obraz społeczności kulturalnej, wytwornej, gościnnej i rycerskiej. Tak jak w oczach abolicjonisty z Północy południowiec miał rysy demonicznego rasisty, żłopiącego wino z czaszki murzyna, tak na Południu w człowieku z Północy, Jankesie, dostrzegano uganiającego się za pieniędzmi chytrusa bez honoru. 'Szczególnie głęboka nienawiść wywodzi się z poczucia niższości' - wyjaśnia publicysta z Południa.- Południe miało w swej społeczności ziemiaństwo - element, którego Północ mu zazdrościła, zastępując go wulgarną arystokracją, którą czuć handlem. Coraz bardziej zdawano sobie sprawę, że tym razem zwaśnionych stron nie uda się pogodzić kolejnym kompromisem. Na Południu coraz bardziej rósł w siłę ruch secesjonistów, na Północy abolicjoniści i zwolennicy ukrócenia krnąbrnego Południa.

W tej atmosferze odbyły się obrady Kongresu, który zebrał się w grudniu 1859 r. , lecz z powodu animozji między stanami nie mógł wyłonić nawet przewodniczącego. Kongresmeni z Południa i Północy obrzucali się jedynie obelgami. Obawiano się rozlewu krwi. 'Jedynymi osobami na sali, które nie miały rewolweru i noża były te, które miały po dwa rewolwery.' - twierdzili obserwatorzy.

6 listopada 1860 r. ostatnia kropla przepełniła czarę: na prezydenta Stanów Zjednoczonych został wybrany kandydat Partii Republikańskiej, Abraham Lincoln, polityk umiarkowany, ale znany jako przeciwnik niewolnictwa.
w USA przeważał pogląd, iż stany w świetle konstytucji mają prawo do secesji
Kampania wyborcza była ilustracją dzielących kraj sprzeczności: nikt nie głosował na Lincolna na Południu, a kandydaci ze stanów niewolniczych nie zdobywali głosów na Północy. Na Południu spodziewano się, że pod rządami Republikanów stronniczość władzy centralnej jeszcze bardziej wzrośnie. 20 Grudnia 1860 r. Konwencja stanowa Karoliny Południowej przyjęła deklarację, iż ' istniejąca obecnie między Karoliną Poł
udniową a innymi stanami unia ulega rozwiązaniu'. Szybko wystąpiły z Unii następne stany - Missisipi, Floryda, Alabama, Georgia, Luizjana i Texas. 4 lutego 1861 uchwalono w Montgomery (Alabama) konstytucję nowego państwa Stanów Skonfederowanych Ameryki. Na terytorium Konfederacji pozostawały jednak wyzywająco forty federalne z armatami wycelowanymi na miasta Południa. Konfederaci otoczyli je i próbowali wymusić, ewakuację załóg federalnych. Nowej sytuacji nie uznał rząd federalny, choć w USA przeważał pogląd, iż stany w świetle konstytucji mają prawo do secesji. Lincoln próbował łagodzić sytuację, ale radykalni Republikanie parli do wojny. Rwały się więzi gospodarcze. Biznesmeni z Północy na monity otrzymywali od swoich południowych partnerów odpowiedzi w rodzaju: 'Żądaną sumę wypłacimy każdemu abolicjioniście w walucie jaką wypłaciliśmy Johnowi Brownowi' , ' Zamówiony towar został sprzedany, a pieniądze zainwestowane w karabiny, z których wystrzelamy przeklętych Jankesów'

Do rangi symbolu urósł obsadzony federalną załogą Fort Sumter, którego kanciasty ceglany, bastion górował nad cichym, pachnącym kwiatami sadzonymi w dużych ogrodach białych dworków Charlstonem. Południowcy kilkakrotnie wzywali go do poddania się. Gdy nie przyniosło to rezultatu zawracali transporty z zaopatrzeniem. W końcu konfederaci nie wytrzymali i w piątek 12 kwietnia 1861 r. o 4.30 na fort spadł pierwszy z 4000 pocisków, które spadły na Fort Sumter i z milionów, które miano wystrzelić w ciągu 4 lat.

O NIEWOLNICTWIE I O MOTYWACH WALCZĄCYCH

Na wstępie należy powiedzieć, że niewolnictwo było złem, było złem moralnym i grzechem przeciwko ludzkiej wolności, godności i Bogu. Współcześnie jest powszechnie i słusznie potępiane. Ponadto niewolniczy system gospodarczy jest ekonomicznym idiotyzmem. Oczywiście tak atakujący tradycje konfederackie lewacy głośno obnoszą się ze swoim potępieniem dla niewolnictwa i złych reakcyjno-rasistowskich Republikanów (nie popierających dodatkowych punktów, za inny niż biały kolor skóry, dla kolorowych kandydatów na studia, kwot rasowych itp. światłych i postępowych pomysłów), choć nie przeszkadza im niewolnictwo np. w postaci 80% podatków czy też przymusowej służby wojskowej. Amerykańscy lewacy atakują ponadto chrześcijaństwo i Republikanów - z tych to ruchów wywodzili się abolicjioniści działający na rzecz zniesienia niewolnictwa, a znoszący je Parlament jak i Prezydent byli Republikanami. Ale jak wiadomo przeciętna wiedza lewaka o historii jest bardzo nikła. Specjaliści od poprawiania historii wmawiają ludziom, że centralnym punktem wojny było niewolnictwo. Każdy Południowiec był zatwardziałym rasistą i dlatego przez 4 lata zaciekle walczył o jego utrzymanie, a każdy Jankes zrobił sobie przerwę w niechlubnej historii USA, polegającej na nękaniu Indian i Meksykanów oraz rozszerzaniu imperializmu i kapitalizmu, na jedyną słuszną wojnę o wolność czarnych. Zostawmy jednak takie twierdzenia (chociaż są one upowszechnione wśród niektórych środowisk w Polsce) jako właściwsze dla małych dzieci niż dla dorosłego czytelnika.

Oddajmy głos samym zainteresowanym. O co walczyli? Wszak w pierwszych latach wojny nabór do obu armii był ochotniczy. Wojna była wyjątkowo zacięta. Konfederacja upadła pod naciskiem militarnej przewagi Unii, po długiej wyczerpującej walce, w której naród Południa dawał do końca, a także po kapitulacji dowody patriotyzmu. Przewaga Północy była ogromna. Północ posiadała wysoko rozwinięty przemysł, liczne porty, koleje, dużą flotę wojenną i handlową. Niemal wszystkie fabryki i kopalnie w kraju znajdowały się na Północy. Potencjał ludnościowy Północy był o wiele większy. Unia składała się z 23 stanów o łącznej liczbie ludności ok. 24 miliony. Konfederacja z 11 stanów o ludności 9 milionów ( w tym prawie 4 miliony niewolników) Należy jednak wspomnieć, że 4 stany niewolnicze z tzw. pogranicza zdecydowały się pozostać w Unii (Delware, Kentucky, Missourii i Maryland - ten ostatni zatrzymano siłą. Ochotnicy z tych stanów walczyli po obu stronach. Do Konfederacji przyłączyły się także plemiona osiadłych Indian z dzisiejszej Oklahomy (pierwszy indiański generał w Ameryce służył w armii Konfederacji). W sumie okazało się, że przewaga Unii nie jest aż taka miażdżąca. Konfederaci radzili sobie bardzo dobrze wielokrotnie bijąc dużo silniejszego przeciwnika, mieli bardzo utalentowanych dowódców np. generałów R.E. Lee, Stonewalla Jacksona czy Jamesa Longstreeta. Konfederaci liczyli, iż kombinacją lokalnych zwycięstw i zręcznej dyplomacji międzynarodowej zdołają wywalczyć sobie niepodległość. Południe posiadało także znakomitą kawalerię, przywykłych do broni ochotników i odrobinę szaleństwa, które często przechylało szalę zwycięstwa na stronę konfederatów. Południe zatem szansę na niepodległość posiadało. W ciągu wojny Konfederacja powołała pod broń 80% poborowych, Unia 50%. Południe straciło 250 tysięcy zabitych, jeszcze więcej żołnierzy zostało kalekami. Północ straciła 350 tysięcy zabitych a tyluż żołnierzy zostało inwalidami.

Konfederaci atakują Unionistów

Pamiętając, że w armii federalnej zginął jeden na sześciu a z armii Południa jeden na trzech żołnierzy znany historyk Gary. W. Gallagher pyta jak zareagowałoby społeczeństwo amerykańskie na taką proporcję strat w drugiej wojnie światowej - czyli na sześć milionów zabitych amerykanów? Kiedy gen. John Wickham, dowódca sławnej 101 dywizji powietrzno-desantowej, zwiedzał pole bitwy nad Antietam z jego 'Krwawą Drogą' oddziałów federalnych wyrwało mu się: 'Dziś nie udałoby się sprawić aby amerykańscy żołnierze wykonali taki atak', a odwiedzającym Gettysburg, w miejscu gdzie konfederaci wykonali frontalny atak na umocnioną pozycję trzymaną przez 120 dział, nasuwa się pytanie 'Co sprawiło, że oni go wtedy wykonali?'

gen. Grant (Unioniści)

Nie sprawiło tego niewolnictwo. Dla polityków Unii kwestia ta była skutecznym instrumentem walki politycznej, ale żołnierzy Północy najczęściej nie interesowała. Gen. George A. Custer pisał do przyszłej żony 4 lipca 1863 r. W dzień po bitwie pod Gettysburgiem: 'Przez całą wojnę nie słyszałem aby ktoś wymienił niewolnictwo jako kwestię sporną. Unia - to o Unię walczymy!' A Gerrit Smith napisał w 1867 r. : ' Północ tak samo jak Południe odpowiedzialna jest za główną przyczynę wojny. Północ chłodno wyliczała polityczne, handlowe i duchowe zyski z niewolnictwa'. On musiał wiedzieć, w końcu był jednym z 'Tajnej szóstki' magnatów i arystokratów nowojorskich, która sfinasowała rajd Browna na Harpers Ferry. Zaś większość południowców uważała niewolnictwo za rzecz oczywistą, ale nie niezbędną. 'Dla zapewnienia nam niepodległości chętnie byśmy się go pozbyli' stwierdza konfederacki generał McKim.
gen. Lee (Konfederaci)
'Chociaż niewolnictwo jest jedną z zasad, z powodu, których zaczęliśmy walczyć - pisała w 1863 r. gazeta z Missisipi
- to jeśli ma być przeszkodą w uzyskaniu wolności i narodowego bytu, precz z nim'. Już w lutym 1861 r. Prezydent Davis oceniał przyszłość - 'niezależnie od wyniku na pewno stracimy naszą własność -niewolników'. Gen. R.E. Lee wyzwolił swoich niewolników 8 stycznia 1863 r., a kapitulując przed Grantem w 1865 r. Zapytał się go dlaczego nadal posiada niewolników (Grant pochodził z Missouri - stanu niewolniczego pozostałego w Unii) Grant lekko zmieszny odparł, że w dzisiejszych czasach trudno o dobrą służbę domową. Pod koniec wojny Kongres Konfederacji uchwalił ustawę o zaciągach Murzynów do armii, w zamian za służbę mieli uzyskać wolność. Ustawa weszła w życie na 2 miesiące przed kapitulacją Lee, ale do końca wojny służbę podjeło ok. 1000 osób. Podnosiły się głosy 'Jeśli z niewolników będą dobrzy żołnierze to znaczy, że cała teoria niewolnictwa była błędna'. A jednak, choć ten anachroniczny sposób produkcji i tak miał odejść w przeszłość, konfederaci byli skazani na jego obronę. Ustępstwo pod presją przeciwnika w jednej sprawie prowadziłoby do następnych. Honor i duma południowców nie pozwalały im na to, a walczącym stronom drogie były imponderabilia.

'Walczyliśmy o realizację zasady zawartej w Deklaracji niepodległości, że rządy wywodzą swą władzę ze zgody rządzonych', 'O zachowanie Unii'. ' Woleliśmy wolność bez Unii niż Unię bez wolności', 'O całość naszego kraju, porządek zamiast anarchii', 'O święte prawo do samostanowienia'. Głosy konfederatów i unionistów brzmią jasno. Patriotyzm, niepodległość, wolność, naród, ojczyzna. Mówiąc po prostu - dążenie do życia po swojemu i niezgoda na to, by inni urządzali ich życie na własną modłę. Dla żołnierzy wojny secesyjne były to sprawy, którymi żyli i za które umierali. To, że dla ludzi XXI wieku słowa te brzmią jak puste frazesy to nie tamtych problem, lecz ich - i społeczeństw, które ich ukształtowały. Wojna Secesyjna była rozgrywką miedzy ludźmi honoru walczących o podobne wartości, była zderzeniem republikańskiej dynamicznej Północy z tradycjonalistycznym Południem, rozgrywką między dwoma prawicowymi stylami myślenia. Nic dziwnego, że obojętnie co o tych wydarzeniach powie lewica będzie to płytkie i niemądre, w końcu mowa jest o rzeczach, których lewica nie lubi i nie pojmuje.

Pragnąłbym obalić kilka mitów na temat niewolnictwa, przytaczając kilka niezbyt dobrze znanych faktów. Często twierdzi się, potocznie, że niewolnictwo było powszechne na Południu, niewolnicy byli bardzo źle traktowani i czekali tylko sposobności aby zemścić się na swoich panach. Tezy te nie znajdują pokrycia w rzeczywistości. Na Południu było przed rozpoczęciem wojny ok. 4 milionów czarnych niewolników. Obowiązywał od pewnego czasu zakaz ich sprowadzania. O ile w stanach głębokiego Południa takich jak Georgia i Alabama niewolników było dużo o tyle w stanach położonych bardziej na Północ niewolnictwo zanikało. Właściciele wyzwalali swoich niewolników lub sprzedawali ich na głębokie Południe. Dobrymi przykładami są Delware, gdzie liczba niewolników w latach 1790-1860 zmalała z 15 do 1,6 % ludności, Maryland z 32% do 16%. Niewolnicy dzielili się na 3 kasty: służba domowa -najbardziej prestiżowa, rzemieślnicy i robotnicy rolni. Obowiązywał zakaz edukacji niewolników. Tylko ok. 20% ludności Południa posiadało niewolników z czego większość wielcy plantatorzy. Można więc stwierdzić, że ok. 90% niewolników było w posiadaniu zaledwie 3 -2% ludności Południa.
Podczas wojny secesyjnej murzyni nie tylko nie pomagali armii unionistów, ale często byli do niej wrogo nastawieni.
Zwyczaj i zdrowy rozsądek nakazywał traktować niewolników dobrze. Południowcy chełpili się, że ich niewolnicy mają lepsze warunki bytowania niż proletariat na Północy. Wielokrotnie biali bardzo przywiązywali się do swej służby domowej, piastunek. Był
o tylko jedno wystąpienie niewolników - wspomniane już powstanie Nata Turnera w 1831. W czasie wojny secesyjnej kiedy aż 80% poborowych Konfederacji było na wojnie, nierzadko prowadzili oni farmy i warsztaty samodzielnie. U drobnych farmerów czarni byli traktowani niemal jak członkowie rodziny - razem z białymi mieszkali i pracowali. Pomagali też armii Południa w oddziałach pomocniczych a pod koniec wojny także w oddziałach liniowych. Żołnierze Południa mogli w spokoju o rodzinę walczyć aż przez 4 długie lata, mając świadomość, że w domu murzyni o wszystko się zatroszczą. Generał George Armstrong Custer słynny kawalerzysta armii Unii pisał w liście do narzeczonej 'Czy myślisz Libbie, że konfederaccy oficerowie mogliby pozostać na froncie gdyby nie byli pewni, że ich kobiet strzegą starsi niewolnicy? Sprawa o którą tak wspaniale walczą byłaby niczym gdyby nie mogli w pełni ufać ich lojalności' Niewolnicy mogli uzyskać wolność na 3 sposoby : wykupić się, być wyzwolonym przez pana, albo uciec do stanu wolnego. Podczas wojny secesyjnej murzyni nie tylko nie pomagali armii unionistów, ale często byli do niej wrogo nastawieni - szczególnie do oddziałów stosujących taktykę spalonej ziemi. Już po wojnie bardzo często murzyni pozostawali wierni swoim właścicielom i znajdowali u nich zatrudnienie i pomoc w trudnych dla Południa czasach Rekonstrukcji.

Następną kwestią pokutującą w potocznej świadomości jest mitologizacja Lincolna i przedstawianie go i całego społeczeństwa Północy jako zaciekłego przeciwnika niewolnictwa. Nic bardziej błędnego! Lincoln, z pochodzenia południowiec (urodził się w Kentucky), był wielkim prezydentem, świetnym politykiem i mówcą. Ocalił Unię i wprowadził wiele udanych reform (np. Homestad Act z 1862 r.), ale był politykiem pragmatycznym i zaprzysięgłym rasistą. Kwestie niewolnictwa traktował instrumentalnie - jak mówił jego celem było ocalenie Unii, wszystko jedno czy temu celowi miało służyć uwolnienie niewolników czy też ich nieuwalnianie. Na początku wojny unieważniał edykty, którymi entuzjastyczni generałowie uwalniali niewolników na zajętych przez wojska unii terenach. Był rasistą i uważał emancypację murzynów za przedwczesną; sądził, że doprowadziłoby to do tego, iż murzyni dążyli by do pełnej równości z białymi, którym równi być nie mogą, przez co zaszkodziliby sobie sami. Proponował rozwiązanie konfliktu przez emigracje murzynów do Afryki, ale nie zgodzili się na to działacze murzyńscy, w końcu udało się to w bardzo wąskim zakresie - powstała Liberia, państwo założone przez Murzynów z Ameryki przy pomocy USA, amerykańscy murzyni wprowadzili tam... niewolnictwo, co zapoczątkowało okrutny konflikt trwający tam do dziś.

Zdecydowanymi zwolennikami natychmiastowego zniesienia niewolnictwa byli na Północy tylko radykalni Republikanie (czyli dzisiejsza tzw. 'skrajna prawica') i abolicjoniści (dzisiejsi 'fundamentaliści religijni') ,a przeciwnikami byli Demokraci (lewica, choć daj nam Panie Boże taką lewicę). Społeczeństwo Północy obawiało się bezrobocia mającego powstać w wyniku wyzwolenia murzynów i konkurencji taniej czarnej siły roboczej. Na wieść o proklamacji emancypacji wiele pułków odmówiło wykonywania rozkazów, a żołnierze sarkali, że do walki o całość kraju miesza się murzynów.

W środku wojny ogłosił Lincoln Proklamację Emancypacji. Została ogłoszona 1. stycznia 1863 r. Jej kluczowe, godne Salomona zdanie brzmiało: 'Wszystkie osoby, trzymane jako niewolnicy we wszystkich lub częściach stanów, których ludność znajduje się w stanie rebelii przeciw Stanom Zjednoczonym, będą odtąd na zawsze wolne.'. Uwalniał zatem niewolników tam gdzie nie miał do tego prawa ani realnej możliwości, a zachowywał niewolnictwo w stanach na które miał wpływ. Z moralnego punktu widzenia wydawało się wątpliwe, że nikt nie ma prawa mieć na własność innego człowieka, chyba, że jest lojalny w stosunku do Stanów Zjednoczonych. 'Ludzie z Północy jeszcze nie zrozumieli, że to my jesteśmy zdecydowani uwolnić się od nich raz na zawsze'- pisały w odpowiedzi gazety na Południu. Generał Lee uwolnił swoich niewolników 8 dni po Proklamacji Emancypacji - zrobił to całkowicie dobrowolnie, był przeciwnikiem niewolnictwa.

CO DLA NAS WYNIKA Z TEJ CAŁEJ HISTORII ?

Zacznę od niewolnictwa. My konserwatywni-liberałowie, i w ogóle cała Prawica dużą wagę przywiązujemy do takich wartości jak wolność osobista i gospodarcza i trudno by nam było zaakceptować jakąkolwiek formę niewolnictwa. Wygląda na to, że są ludzie, którym by to przyszło o wiele łatwiej. Jak myślisz drogi czytelniku, któż to? Zamiast odpowiedzi przytoczę słowa plantatora i prawnika z Wirginii Georga Fitzhugha. To właśnie południowa 'szczególna instytucja' była właśnie najbardziej postępowym systemem - praktycznym socjalizmem, gdzie kapitalistyczna walka klasowa jest zastąpiona paternalizmem stosunków między niewolnikiem a jego panem; w przeciwieństwie do uczestnika gospodarki wolnorynkowej niewolnik jest szczęśliwy, ponieważ wie, że nawet jeśli przedsięwzięcie się nie powiedzie, on może być pewien opieki swego pana. Idealną formą komunizmu jest farma na Południu' - pisał bardzo trzeźwo.

Dziś niektóre postępowe środowiska mają skłonność do regulacji prawie wszystkiego, począwszy od długości ogórka, skończywszy na liczbie szczebelków na drabinach. Szczytem wolności jest zaś dla nich zabicie nienarodzonego dziecka lub dobicie starego człowieka. Trzeba patrzeć na ręce, bardzo lubiącym nasze ciężko zarobione pieniądze regulatorom, aby nas nie zniewolili.

Należy też pamiętać, że podział na Północ i Południe jest żywy do dziś
, a walka o przetrwanie Południa toczy się w dalszym ciągu. Na południe od linii Masona-Dixona wciąż rozbrzmiewa melodia Dixie, a flagi nie istniejącej Konfederacji zdobią urzędy stanowe. Tradycje Południa są jednak z furią atakowane przez czcicieli tolerancji. Atak ten trwa już od dawna. W latach wojny zwolennicy Unii reagowali na 'Gwiaździsty Krzyż' jak hiszpański konkwiskador na widok pogańskiego idola.

'Pomyślcie żołnierze Krzyża Południa! Teraz Historia, czy raczej przebrana za nią Kalumnia głosi światu, że nasz bojowy sztandar był emblematem niewolnictwa, a my nie walczyliśmy o wolność, lecz o prawo do niewolenia innych ludzi'- pisał gen. Randolph Mc Kim w 1904 r. Dziś postępowcy domagają się zakazania tego sztandaru jako 'symbolu nienawiści'.

Kiedy się od nas odczepią - narzeka farmer z Alabamy - Konfederacja to nasze dziedzictwo, zginęło wielu naszych przodków, doszczętnie zdewastowano nasz kraj, mamy prawo przechowywać pamięć o naszych ojcach. My się nigdy nie mieszaliśmy do ich spraw, nie chcemy tego robić, chcemy tylko aby zostawiono nas w spokoju. Chyba lepiej aby każdy wziął sobie do serca prostą maksymę zawartą na jednym ze sztandarów bojowych Południa 'TRUST IN GOD AND LEAVE US ALONE'.

Flaga Konfederacji

Imponuje obrona tradycji, honoru, dziedzictwa, swoich swobód obywatelskich oraz umiłowanie wolności i wybujały indywidualizm u Południowców. Opór przeciwko władzy federalnej i 'poprawniśiom politycznym' wymaga dużej odwagi i zaangażowania ze strony potomków konfederatów. Widać ojcowie przekazali swoim synom to, o co tak świetnie walczyli. Odrobina szaleństwa i religijność, dalej jest cechą 'południową'. Przeciwko liberalizacji ustawy zakazującej zabijanie nienarodzonych dzieci protestowano wszędzie, ale tylko w Texasie kliniki aborcyjne wylatywały w powietrze. Dziś i my w Polsce stajemy przed podobną sytuacją. Niedługo będziemy członkiem biurokratycznej, niewydolnej organizacji mającej tendencję do regulowania i opodatkowywania czego tylko się da, oraz manię ujednolicenia wszelkich aspektów życia gospodarczego i społecznego. Mimo, że nawet nie jesteśmy jej członkiem organizacja ta z butami wchodzi do naszego domu, pouczając nas w sprawach życia i moralności. W UE państwo ma już chyba mniej praw niż stan w USA, czy Polacy będą mieli na tyle odwagi i wigoru aby żyć po swojemu i nie pozwolić aby to inni urządzili nasze życie na swoją modłę?

Artykuł ten dedykuje wszystkim żołnierzom Unii i Konfederacji poległym podczas wojny secesyjnej.

Linki do stron związanych z wojną secesyjną: www.gettysburg.com web.wwisp.com/ members.tripod.com/ www.georgiascv.com www.spofga.org sunsite.utk.edu/ www.civilwaralbum.com memory.loc.gov www.southerncaucus.org

Drukuj
Komentarze  Internautów
Dodaj swój komentarz - nie więcej niż 6.000 znaków
Login:  Hasło: 
login... rejestracja...
maciej sarnacki (ms83) 06.09.2008 (16:52)
Zerżnąłeś słowo w słowo ponad połowę artykółu z książki G. Swobody. Gratuluję bezczelności.
[login][rejestracja]   <<<   A-Z str:2 [ < ] [ > ]
Pobierz Firefoksa!
 
   
* © 2001-2010 KoLiber.net | MK JC DJ | Login