KoLiber.net - Strona Wolnościowa - konserwatyzm, liberalizm, libertarianizm, wolność - Stowarzyszenie Poznań
   
 
KoLiber.net
  8 września 2010
Tego dnia w 1514 r. Konstanty Ostrogoski zadaje klęskę wojskom moskiewskim pod Orszą
 
M jak Menu
KoLiber.net
[login][rejestracja]   <<<   A-Z str:1 [ < ] [ > ]
    Jacek Sierpiński: Cenzura Internetu w Polsce coraz bliżej :-( news
13.12.2009
W najbliższy poniedziałek, 14 grudnia, Komitet Rady Ministrów będzie
debatował nad przyjęciem projektu ustawy o zmianie ustawy o grach
hazardowych oraz niektórych innych ustaw. Projekt ten, zgłoszony przez
Ministerstwo Finansów, przewiduje m. in. przymusowe blokowanie
użytkownikom Internetu dostępu do stron i usług wpisanych do Rejestru
Stron i Usług Niedozwolonych. Mimo wielu bardzo krytycznych uwag na
temat tego pomysłu (m. in. PTK Centertel, Fundacja Panoptykon, Polskie
Towarzystwo Informatyczne, Polska Grupa Użytkowników Linuksa, Fundacja
Wolnego i Otwartego Oprogramowania, a nawet Urząd Ochrony Konkurencji
i Konsumentów i Urząd Komunikacji Elektronicznej) projekt został
poddany jedynie kosmetycznym poprawkom (m. in. ograniczono do policji,
ABW, wywiadu skarbowego i Służby Celnej listę organów uprawnionych do
występowania z żądaniami dodania strony lub usługi do rejestru, dodano
jako wariant alternatywny "uprzednią kontrolę sądu" dokonywaną
jednoosobowo na posiedzeniu - za to bez prawa późniejszego
wnioskowania przez właściciela strony o wykreślenie wpisu oraz de
facto zezwolono na blokowanie całych platform hostingowych, na których
znajdowałyby się "niedozwolone treści" (byle "z zachowaniem
proporcjonalności i możliwie najmniejszej dolegliwości zakresu
blokowania")). Pełny tekst nowego projektu znajduje się pod adresem
www.mf.gov.pl

W związku z tym napisałem maila do Departamentu Komitetu Rady
Ministrów (dkrm@kprm.gov.pl):

"W związku z pracami legislacyjnymi prowadzonymi nad projektem ustawy
o zmianie ustawy o grach hazardowych oraz niektórych innych ustaw
(przekazanego w dniu 8 grudnia br. na posiedzenie Komitetu Rady
Ministrów w dniu 14 grudnia br.), który to projekt przewiduje
przymusowe blokowanie użytkownikom Internetu dostępu do stron i usług
wpisanych do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, pragnę jako
obywatel RP i wieloletni aktywny użytkownik Internetu wyrazić swoje
zaniepokojenie i przekonanie o rażącej niekonstytucyjności tego
pomysłu.

Po pierwsze, chciałbym zwrócić uwagę, że wpisanie strony internetowej
lub usługi do rejestru, skutkujące obowiązkiem blokowania dostępu do
niej przez przedsiębiorców telekomunikacyjnych miałoby nastąpić w
wariancie I proponowanego projektu nie w wyniku wyroku sądu, lecz
wskutek żądania organów ścigania (policja, ABW, wywiad skarbowy,
Służba Celna). W takim przypadku jest możliwe, że zostanie zablokowany
dostęp do treści, które w rzeczywistości nie są "treściami
niedozwolonymi" w rozumieniu ustawy, a tylko zostaną uznane za takie
przez funkcjonariuszy wyżej wymienionych służb. Mogę się tu powołać na
moje własne doświadczenie - w 2007 r. policja otrzymała donos, że na
moich stronach internetowych w istniejącej wówczas domenie sierp.tc.pl
znajdują się "treści pedofilskie". Zostało w tej sprawie wszczęte
śledztwo i po kilku miesiącach dostęp do plików całej domeny (a także
do plików domeny libertarianizm.pl znajdujących się w podkatalogu)
został zablokowany przez właściciela serwera, który był przesłuchiwany
jako świadek (i prawdopodobnie obawiał się, że może zostać pociągnięty
do współodpowiedzialności, jeśli byłyby tam naprawdę zabronione prawem
treści). Po kilku kolejnych miesiącach, po uzyskaniu opinii biegłego,
który uznał, że treści będące przedmiotem donosu nie miały charakteru
pornograficznego, prokuratura umorzyła śledztwo z braku znamion
przestępstwa, a właściciel serwera po przesłaniu mu postanowienia
prokuratury odblokował dostęp do plików.
Dowodzi to faktu, że ocena funkcjonariuszy organów ścigania nie zawsze
jest prawidłowa - co w przypadku proponowanych rozwiązań może
doprowadzić do sytuacji,
w której "na wszelki wypadek" użytkownikom Internetu będzie przymusowo
blokowany dostęp do treści nie będących faktycznie treściami
niedozwolonymi, bez związku z jakimkolwiek postępowaniem karnym
umożliwiającym ocenę faktycznego stanu rzeczy zgodnie z ustaloną
procedurą przez sąd, prokuratora lub biegłych. W
mojej ocenie narusza to w sposób niedopuszczalny konstytucyjne prawo
użytkowników Internetu do pozyskiwania informacji (art. 54, ust. 1
Konstytucji RP).
W wariancie II proponowanego projektu przewidywana jest "uprzednia
kontrola sądu" polegająca na tym, że wpisanie strony internetowej lub
usługi do rejestru miałoby nastąpić wskutek postanowienia sądu na
jednoosobowym posiedzeniu, na wniosek organów ścigania (policja, ABW,
wywiad skarbowy, Służba Celna). Nie jest przewidziane jednak żadne
postępowanie dowodowe (w tym możliwość powoływania biegłych), ani też
umożliwienie uczestnictwa w posiedzeniu podmiotowi prowadzącemu daną
stronę internetową lub usługę. W praktyce sąd miałby wydawać
postanowienie wyłącznie na podstawie materiałów przedstawionych przez
funkcjonariuszy organów ścigania. Od tego postanowienia miałoby
przysługiwać zażalenie, nie jest jednak określone, komu. Ponadto
zażalenie mogłoby być
składane dopiero po wpisaniu strony lub usługi do rejestru. W tej
sytuacji również i ten wariant narusza w sposób niedopuszczalny
konstytucyjne prawo użytkowników Internetu do pozyskiwania informacji.

Po drugie, proponowane rozwiązania przewidują możliwość zablokowania
dostępu do treści, których pobieranie i czytanie nie jest
przestępstwem (np. propagujących faszystowski lub inny totalitarny
ustrój państwa - w tym przypadku przestępstwem wg polskiego prawa jest
tylko rozpowszechnianie takich treści). Oznacza to w szczególności, że
dopuszcza się zablokowanie polskim użytkownikom Internetu dostępu do
treści, które z jednej strony mogą być przez nich legalnie pobierane i
czytane, z drugiej zaś strony mogą być legalnie rozpowszechniane
zgodnie z prawem państwa, w którym znajduje się serwer z tymi
treściami (teoretycznie może dotyczyć to nawet oficjalnych rządowych
stron niektórych państw, takich jak np. Korea Północna, Kuba, Iran,
Libia czy Wenezuela). Innymi słowy, dostęp może być zablokowany nawet
wówczas, gdy z założenia nie może stanowić on żadnego przestępstwa
zarówno ze strony odbiorcy, jak i nadawcy treści. W mojej ocenie
narusza to wymienione wyżej konstytucyjne prawo użytkowników Internetu
do pozyskiwania informacji w sposób niedopuszczalny i rażący.

Po trzecie, proponowane rozwiązania nie wykluczają możliwości, że
adres elektroniczny wpisany do rejestru będzie wskazywał nie tylko na
stronę internetową lub usługę zawierającą treści uznane za
niedozwolone, ale również na inne, niezwiązane z nią strony lub
usługi. Jest to możliwe w przypadku, jeśli tym adresem będzie adres IP
(w postaci numerycznej) lub domena internetowa. Oznacza to, że
blokowanie dostępu do stron i usług niedozwolonych może oznaczać
również zablokowanie użytkownikom Internetu dostępu również i do
innych, powiązanych adresowo stron i usług. Projekt przewiduje
jedynie, że "wniosek (...) powinien wskazywać adres elektroniczny w
sposób pozwalający na wykonanie obowiązku blokowania (...) z
zachowaniem proporcjonalności i możliwie najmniejszej dolegliwości
zakresu blokowania", co faktycznie oznacza przyzwolenie na wpisywanie
do rejestru adresów obejmujących np. całe platformy hostingowe przy
uzasadnieniu, że "inaczej się nie da" i jest to "najmniejsza
dolegliwość zakresu blokowania". Również i to narusza wymienione wyżej
konstytucyjne prawo użytkowników Internetu do pozyskiwania informacji
w sposób niedopuszczalny i rażący.

Po czwarte, chciałbym zwrócić uwagę, że od wpisu strony internetowej
lub usługi do rejestru, skutkującego przymusowym zablokowaniem dostępu
do niej, nie przysługuje jakakolwiek procedura odwoławcza
użytkownikowi Internetu, który został tego dostępu pozbawiony. Z uwagi
na to, że zablokowanie dostępu do treści znajdujących się w internecie
stanowi ograniczenie wymienionego wyżej konstytucyjnego prawa takiego
użytkownika do pozyskiwania informacji, brak takiej procedury stanowi
w mojej ocenie odebranie mu prawa do sprawiedliwego i jawnego
rozpatrzenia sprawy bez uzasadnionej zwłoki przez właściwy,
niezależny, bezstronny i niezawisły sąd, przewidzianego w art. 45,
ust. 1 Konstytucji RP, jak również narusza art. 77, ust. 2 Konstytucji
RP, stanowiący, iż ustawa nie może nikomu zamykać drogi sądowej
dochodzenia naruszonych wolności lub praw.
Procedura odwoławcza nie przysługuje również przedsiębiorcom
telekomunikacyjnym, którzy obowiązani są blokować dostęp do stron i
usług wpisanych do rejestru, jak również - w praktyce - tym z
podmiotów prowadzących strony internetowe, które nie dysponują i nie
mogą dysponować dokumentami potwierdzającymi ich tytuły prawne do tych
stron (co jest sytuacją nagminną, np. w przypadku blogerów
korzystających z publicznie dostępnych, darmowych platform blogowych,
na których rejestracja nie wymaga ani zawarcia pisemnej umowy, ani
nawet podawania większości danych osobowych). Dodatkowo nawet w
przypadku podmiotów dysponujących takimi dokumentami procedura
dopuszcza możliwość odwołania się do sądu dopiero od decyzji
odmawiającej wykreślenia strony lub usługi z rejestru, a nie od samego
wpisu. Również i to stanowi w mojej ocenie naruszenie art. 45, ust. 1
Konstytucji RP.
Dodatkowo, w wariancie II projektu nie jest przewidziana możliwość
złożenia wniosku o wykreślenie strony internetowej lub usługi z
rejestru przez kogokolwiek poza organem, na którego wniosek sąd wydał
postanowienie o wpisie. Oznacza to, że ocena, czy ustały przesłanki do
dokonania wpisu danej strony czy usługi do rejestru pozostawałaby
nadal w gestii funkcjonariuszy organów ścigania, nie zaś sądu. W tym
wariancie nie jest też określone, komu przysługuje zażalenie na
postanowienie sądu o wpisie strony do rejestru - co czyni prawo do
takiego zażalenia fikcją.

Po piąte i najważniejsze - proponowane rozwiązania stanowią cenzurę
prewencyjną, wprost zakazaną w art. 54, ust. 2 Konstytucji RP.
Zablokowanie dostępu do strony internetowej i usługi nie oznacza tylko
zablokowania dostępu do określonych treści już po ich opublikowaniu -
wtedy byłaby to cenzura represyjna - ale również do wszelkich innych
treści, jakie mogą pojawić się później pod zablokowanymi adresami. W
praktyce bardzo często zdarza się (blogi, fora internetowe, portale),
że treści znajdujące się pod danym adresem szybko ulegają zmianie. W
przypadku wpisania takiego adresu do rejestru, dostęp do wszelkich
nowych treści, które pojawią się pod tym adresem byłby możliwy dopiero
po wykreśleniu go z rejestru na wniosek podmiotu prowadzącego stronę
(wariant I) lub z własnej inicjatywy organu, na którego wniosek
dokonano wpis (wariant II) - przy czym organ podejmujący decyzję o
wykreśleniu badałby, czy nadal pod tym adresem nie ma treści uznanych
za niedozwolone. Jest to typowa cenzura prewencyjna (zakaz
publikowania bez zgody instytucji cenzurującej).

W związku z tym apeluję o usunięcie wymienionych rozwiązań z
przygotowywanego projektu ustawy."

Prosiłbym bardzo o zainteresowanie się sprawą i przesyłanie do
poniedziałku podobnych maili (z rzeczowymi argumentami przeciwko
cenzurze Internetu) na podany wyżej adres dkrm@kprm.gov.pl - a potem
do premiera, Rzecznika Praw Obywatelskich, posłów, senatorów,
Kancelarii Prezydenta i wszystkich, którzy mogliby powstrzymać ten
pomysł na etapie projektu.


Jacek Sierpiński
sierp.libertarianizm.pl/
Drukuj
Dodaj swój komentarz - nie więcej niż 6.000 znaków
Login:  Hasło: 
login... rejestracja...
[login][rejestracja]   <<<   A-Z str:1 [ < ] [ > ]
Pobierz Firefoksa!
 
   
* © 2001-2010 KoLiber.net | MK JC DJ | Login