Autor jest peruwiańskim ekonomistą, który na początku lat 90-tych przeprowadzał badania nad funkcjonowaniem drobnych przedsiębiorstw w szeregu krajów, elegancko okreslanych mianem rozwijających się (objęły one m.in. Peru, Egipt, Haiti, Filipiny). Okazało się, że rejestracja działalności gospodarczej, legalizacja budowy domu czy zakup ziemi od państwa wymagają wieloletnich (sic!), bardzo skomplikowanych i kosztownych procedur, praktycznie niemożliwych do przejścia dla zwykłego człowieka. Nie oznacza to, że obywatele tych krajów zrezygnowali z posiadania czegokolwiek czy zarabiania na życie. Wprost przeciwnie, tyle że toczy się to poza oficjalnym systemem prawnym. Zasoby, jakie realnie zgromadzili ubodzy przekraczają wielokrotnie wartość inwestycji zagranicznych w ich krajach. Ponieważ jednak nie można ich zewidencjonować, wykorzystać jako zastawu pod pożyczkę, sprzedać osobie nieznającej osobiście właściciela- ich użyteczność w procesie wymiany dóbr pozostaje niewielka. W konsekwencji nie są w stanie tak gospodarować swoimi dobrami by wydobyc się z niedostatku. Ci ludzie nie są ofiarami kapitalizmu- dla nich ten ustrój nie istnieje. Normalna gospodarka rynkowa w wielu państwach funkcjonuje tylko w ograniczonym zakresie, pozostawiając znaczną część społeczeństwa poza swoim zasięgiem.
Polecam lekturę.
|