Może się wydawać, że dobrowolna lektura Lenina jest po prostu szczególnym rodzajem zboczenia. Zwłaszcza dla studenta, który ma tysiąc rzeczy na głowie a nie musi, jak za ancien regimu, zaliczać obowiązkowych zajęć z marksizmu-leninizmu. Może gdyby ów student był nieuleczalnym fanatykiem ustroju minionego (są takie przypadki), jednym z tych, którym na widok czerwonej okładki łza się kręci w oku i nogi zaczynają same maszerować w rytm Międzynarodówki. Co jednak może wyciągnąć z tej książczyny liberał? |
Wbrew pozorom, coś by się znalazło. Przede wszystkim trochę, dość ekscentrycznej rozrywki. Gdy już przełknie się tony statystyki, naukową frazeologię i jadowite diatryby przeciwko ''renegatom'' pokroju Kautskiego, dzieło zaczyna śmieszyć. Odkrywamy, że statystyki niekiedy ciut sobie przeczą. Niektóre przewidywania autora co do przyszłości tego obrzydliwego świata monopolistycznego kapitalizmu miały się, delikatnie mówiąc, nie spełnić (dlatego cytowano Lenina zawsze wyrywkami - omijając niesprawdzone przepowiednie). Osobiście polecam szczególnie rozdział: ''Pasożytnictwo i gnicie kapitalizmu''. Czytając passus poświęcony różnym formom tegoż pasożytnictwa (w wykonaniu milionerów) nie mogłem opędzić się od myśli, że niemożność przyłączenia się była źródłem stałej frustracji autora i, w konsekwencji, podłożem dla jego poglądów.
Tak więc P.T. KoLibry - głęboki wdech i sięgamy po Lenina.
|